Patrzyli, jak Laria sadowi pasażerów w wielkich saniach. Dziewczyna co rusz rzucała przez ramię spojrzenie na rodziców. Widzisz? Spodziewa się, że cofniesz dane słowo, Damio. Uśmiechnij się i pomachaj na pożegnanie. To jej doda odwagi! Wcale jej tego nie potrzeba, ponuro zauważyła Damia. Pomimo to uśmiechnęła się i raźno zamachała córce. Kiedy jednak pojazd płynnie oderwał się od ziemi i zawisł na powietrznej poduszce, wstrzymała oddech. Sanie zawróciły pilotowane pewną ręką Larii i jej matka nieco się uspokoiła, choć przyczynił się do tego głównie Afra, przekornie śmiejący się żonie wprost do ucha. Nie możemy stać i tylko się gapie, skwitował i delikatnie pociągnął ją w kierunku Wieży. Nie podglądaj! Skarcona Damia roześmiała się, bo przyłapał ją na sięganiu zmysłami w ślad za oddalającą się Larią, by nie stracić choćby delikatnego kontaktu z jej umysłem. Musimy wysiać pierwsze z serii owych ogromnych kontenerów. Nic nie może mącić naszej uwagi, kochanie! Afra postąpił roztropnie, przypominając jej o pracy, z którą musieli się uporać. Nie były to co prawda jeszcze największe z możliwych dronów, ale ich całkiem ciężkie oseski

(Reklama: Sklep internetowy , Reklama w Klubach )